Trwał koncert chłopcy zaśpiewali na samym początku "Little Think" a potem "Best Song Ever". Wszyscy śpiewali z szerokim uśmiechem tylko Harry nie potrafił się uśmiechnąć cały czas udawał. Próbował się bawić ale nie potrafił cały czas chodziło mu po głowie to co powiedziała mu Arianna. Chciałby w to nie wierzyć ale po prostu sie nie dało. Po Louisie miał zaśpiewać Harry jednak stał i gapił sie w publiczność jakby nie kontaktował. Opuścił mikrofon a potem on sam upadł. Harry zemndlał, fani zaczynali krzyczeć nikt nie wiedział co się dzieje. Chłopcy z zespołu pobiegli do niego a ochrona zabrała go do szatni gdzie tam czekał już na niego ratownik. Chłopak leżał na fotelu bez życia nie potrafili go obudzić rakownik poinformował że zaraz przyjedzie karetka i zabierze go do szpitala. Louis na te słowa po prostu się załamał, jego najlepszy przyjaciel w szpitalu. Nie mógł w to uwierzyć.
Następnego dnia wszyscy przyszli odwiedzić swojego chorego kolegę z zespołu. Mieli nadzieje, że jak przyjadą będzie już przytomny ale się pomylili on dalej leżał nieprzytomny na łóżku szpitalnym.
-Ohh Harry..- powiedział Louis który stał już przy jego łóżku.
-Mam nadzieję, że szybko wyzdrowieje- odezwał sie Zayn uśmiechając sie ciepło do Louisa ale on spuścił smutno wzrok i usiadł na krześle. Potem już nikt sie nie odzywał aż w końcu wszyscy wyszli prócz Louisa.
-Jak coś to dzwoń Lou- powiedział Nail który wyszedł jako ostatni zostawiając go samego z Harrym. Chłopak popatrzał na niego i nie mógł oderwać od niego wzroku był po prostu śliczny i strasznie blady. Był bardzo ciekaw co się z nim dzieje. Dlaczego zemdlał, dlaczego cały czas jest smutny i nieobecny. Kiedy chciał wsiąść go za rękę poczuł coś miękkiego na jego nadgarstku. Spojrzał w dół na jego nadgarstek i zauważył bandaże w tym momencie wszedł lekarz.
-Panie doktorze dlaczego Harry ma bandaże na nadgarstkach?
-Gdyż ma rany, prawdopodobnie sam sie kaleczył.
'Ohh Harry.. Dlaczgo?' pomyślał Louis po czym się rozpłakał.
Mijały dni, tygodnie a nawet miesiące a Harry nadal przebywał w śpiączce. Lekarze mówili, że to z braku spania, jedzenia i przemęczenia organizm nie dawał sobie już rady. Podłączyli mu kroplówki by sie nie odwodnił i miał siły żeby powrócić do rzeczywistości. Louis codziennie przychodził go odwiedzać z nadzieją, że za chwilę się obudzi i będzie ino lepiej jednak codziennie przychodził to coraz smutniej i bardziej załamany. Chłopcy chcieli go jakoś pocieszyć i wymyślali jakieś różne kawały, zabawy a nawet sie wygłupiali, jednak nawet to nie poskutkowało, musieli też odwołać wszystkie koncerty nie chcieli śpiewać bez Harrego bo ich zdaniem nie miało by to sensu to tak jakby święta bez choinki. Fanki były oburzone ale nic na to poradzić nie mogli. Louis poszedł do swojego pokoju gdzie położył się na łóżku i rozmyślał nad tym jak szerze porozmawiać z Harrym. Chciał się dowiedzieć dlaczego robił sobie krzywdę, dlaczego chodził cały czas smutny i bez życia. Bardzo go martwiło a najbardziej o to że on sie już nigdy nie obudzi. Co było nie prawdą bo lekarze zapewnili, że się chłopak obudzi tylko, że nie wiadomo kiedy. Leżał tak i leżał myśląc tylko o Harrym i jego cudownych zielonych oczach, które zawsze na niego patrzały a ostatnio były takie smutne i puste nie wyrażając żadnych uczuć prócz rozpaczy. Tak bardzo chciał by już tutaj był, przy nim cały, zdrowy i uśmiechnięty. Brakowało mu także jego piękna czupryna uwielbiał je czochrać i jak Harry zawsze się na niego wkurzał bo musiał znowu iść do łazienki i je na nowo ułożyć. Na samą myśl Louis samowolnie się uśmiechnął.
-Lou telefon do ciebie- do pokoju wszedł Liam z telefonem, Louis się przestraszył i aż podskoczył na łóżku, teraz wiedział dlaczego Harry tak reagował.
-A kto dzwoni? - zapytał zaciekawiony.
-To ze szpitala, chyba Harry się obudził...- na te słowa Louis wyrwał się z tego łóżka i zabrał Liamowi telefon, on tylko na niego spojrzał zdziwiony jego zachowaniem i tylko słuchał o czym rozmawia Louis z lekarzem. Okazało się, że Harry ma depresję i po prostu jego psychika już nie dała radę i zapadł w śpiączkę, oczywiście cała grupa była w szoku bo nic na to nie wskazywało, tylko Louis zauważył, że coś z nim jest nie tak i zauważył w szpitalu te rany, które Harry sam sobie zrobił. Louis zszedł z chłopakami na dół i tam ubrali sobie buty i wyszli na świeżę powietrze, był cudowny słoneczny dzień, promienie słoneczne ogrzewały każdego, kto przebywał na dworze. Weszli do auta i pojechali do szpitala tam czekał na nich słaby ale już przytomny chłopak.
-No na reszcie stary-zawitał go Zayn-wiesz jak nas wystraszyłeś? Myśleliśmy, że już nigdy się nie obudzisz- on spojrzał na zegarek dochodziła 17 a koncert był o 20 myślał, że to tylko był jeden dzień nie przytomny.
-Trzy miesiące spałeś Harry- odezwał się Louis smutnym ale i za razem wesołym tonem, był teraz bardziej szczęśliwy niż wcześniej. Harry jednak był w szoku i kiedy chciał wstać Louis mu na to nie pozwolił i położył swoją dłoń na jego klatkę piersiową i powoli go popychał na poduszkę chłopak tylko się na niego patrzał. Louis sie ciepło do niego uśmiechnął a on odwzajemnił uśmiech i soe położył. Było widać, że jest bardzo słaby i nie ma na nic siły dlatego też długo u niego nie siedzieli. Śmiali sie razem wygłupiali jak kiedyś nawet Harry próbował co prawda nie wychodziło mu to ale nie zwracali na tobuwagi teraz on ich potrzebował i byli w stanie mu pomóc bo grupa sie na wzajem wspiera. Po dwóch godzinach chłopcy stwierdzili, że już pójdą bo muszą porozmawiać z mediami, żeby zostawili Harrego w spokoju. Louis jak zwykle został postanowił z nim poważnie porozmawiać.
-Harry..-chłopak podniósł wzrok na niego i spojrzał na niego pytająco-...musimy poważnie porozmawiać-teraz Louis spuścił wzrok i zatrzymał na jego nadgarstku. Harry zauważył to i schował je pod koc- dlaczego to sobie robisz Harry? Co się z tobą dzieje? Ja już ciebi
nie poznaje.- jednak chłopak nic nie odpowiedział a Louis robił się niecierpliwy, gdy znowu podniósł wzrok na chłopaka zauważył na jego policzku łez.
-Dlaczego płaczesz? Harry błagam powiedz coś. Ja chce ci pomóc. -ale Harry nadal nic nie powiedział leżał i gapił się w sufit. Lou dał sobie spokój i pożegnał sie z nim z nadzieją, że jutro mu się uda z nim porozmawiać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz